Oficjalna strona Czat Galeria Księga gości Forum

Nowości

27.04.2005 - Z Los Angeles do Chicago

To wciąż jest młody kraj, w którym dzień trwa 24 godziny, to wciąż jest miejsce, w którym marzenia, nadzieje i przyzwyczajenia stają się prawdą! To Ameryka!!!

Nie obchodzi, kto jest następnym supermocarzem, albo czy jakiś wątpliwy obcokrajowiec zostaje aresztowany. Nie obchodzi mnie, że gdzieś na świecie buduje się następne, całkowicie fantastyczne miasto, bo jedziemy autokarem przez góry Ameryki i przez rzekę Colorado, a ten widok ciągle zapiera mi dech. Jeśli nie jesteś wrażliwą na takie coś osobą, to się to zmieni, gdy zobaczysz ten widok.

Rzeka ma swój początek w północnym Colorado, biegnie przez Arizone i Wielki Kanion i kończy się gdzieś niedaleko Las Vegas. Była największą, zanim założyli zapory. Mogę sobie wyobrazić jak niesamowita musiała być wtedy. To "kraj kowbojów", to legendarne miejsce, gdzie powieszono Billy'ego the Kid.

Jesteśmy w drodze do Chicago i musimy przejechać przez osiem stanów: California, Nevada, Arizona, Utah, Colorado, Nebraska, Iowa i Illinois. 2037 mile, czyli jakieś 30-35 godzin jazdy, to jest około dwóch nocy w autokarze. Oglądamy dużo DVD, czytamy i piszemy.

Wyjechaliśmy z Los Angeles o drugiej w nocy. Koncert w House Of Blues był jak na razie najlepszym show podczas trasy po Ameryce. Byliśmy nieco zdenerwowani, czując respekt przed takim miejscem. John Norum najbardziej, bo tu jest jak w jego rodzinnym mieście, na liście gości było wielu członków jego rodziny i znajomych.

Było tłoczno i myślę, że wypadliśmy naprawdę dobrze. Jedyna rzecz, jaka razi mnie w Ameryce to, to, że publiczność sprawdza nasze nowe piosenki, czuje to ze sceny, ale to budzi we mnie nadzieje na przyszłość. Ta trasa jest tylko przedstawianiem "nowego" Europe i mamy wiele do zrobienia, żeby ustabilizować nasz muzyczny wizerunek.

W dziwnych okolicznościach, wczoraj, odwiedził nas Stevie Wonder. W House of Blues był koncert gospel, tuż przed naszym sprawdzaniem dźwieku. Nasz menadżer chwycił go przez chwilę wzrokiem. Niektórzy z naszej załogi przypomnieli sobie, że widzieli go na występie. Poszedłem tam, ale się spóźniłem, bo stałem na końcu, a Stevie siedział na samym początku. Jego widok obudził we mnie myśl o tym ile ten człowiek dał nam wspaniałej muzyki, szczególnie w swoich wczesnych dokonaniach. Ktoś powiedział mi, że on miał tylko 4 lata, kiedy zaczął grać na pianinie i potrafił się posługiwać większością instrumentów już w wieku 13 lat. Takie albumy jak "Songbook" i "Music Of My Mind" są po prostu niesamowite.

Los Angeles bardzo się zmieniło od '80 i wczesnych lat '90. Mimo to ciągle dobrze jest tu wrócić. Spędziliśmy tu mnóstwo czasu pisząc piosenki i nagrywając je. Ulice nie są już pełne "hard rockowców" w szpanerskich ciuchach i z bardzo długimi włosami. Są gdzieś ukryci, na powierzchnię wychodzą tylko po północy w klubie Rainbow.

Jeśli chodzi o radio to nie ma tu zbyt wiele tylko rockowych stacji. Nowoczesne rozgłośnie robią mix, żeby pozyskać jak największą rzeszę słuchaczy. Jest więcej kanałów hip-hop'owych, country, i pełno z muzyką latyno-pop'ową.

Nie jest to takie dziwne, duża część ludzi zamieszkujących Kalifornię jest hiszpańsko języczna. Jeśli wierzyć historii to Los Angeles było miejscem gdzie żyli w zgodzie Indianie i Hiszpanie, później dzięki temu powstała rasa, którą teraz nazywamy Meksykanami.

W Ameryce otwiera się teraz radio satelitarne. Natychmiastowo obiega ziemię a stacje takie jak "Sirius" i "XM" to przyszłość radia. Myślę, że to dobra wiadomość, bo rock będzie się rozprzestrzeniał. Prawdopodobnie jedna z tych stacji będzie nagrywała któryś z naszych koncertów podczas tej trasy. To świetny pomysł!

Kilka godzin temu opuściliśmy "Rosies" - mała kolacja na środku pustkowia na granicy Colorado. To miejsce nazywa się "Grand Junction". Mówiąc prosto z mostu kolacja wyglądała jak w Amerykańskich filmach. Komplet kierowców ciężarówek, bardzo interesujący lokal i bardzo miła obsługa, która podała nam coś, co się nazywało "Sloppy Joe" (Niechlujny Joe), całkiem zabałaganiony hamburger. Ja osobiście zadowoliłem się "Hot Turkey Sandwich". Chleb z sosem, zieloną sałatą i niebieskim serem w środku... to tak żebyście wiedzieli. Zanim opuściliśmy "Rosie", by kontynuować naszą podróż do Chciago, na mojej twarzy ukazał się uśmiech, tak jak za każdym razem, gdy słyszę "a teraz życze panom miłego dnia".

Joey

Powrót